W lipcu 2012r. przeżyłam absolutnie szalone (jak na moje standardy)
wakacje we Francji będące swoistą nagrodą za trudy związane z wielomiesięcznym
życiem na skraju cywilizacji. Szaleństwo polegało na wynajęciu samochodu i
przemierzeniu 1200km francuskich dróg, od Paryża poprzez Dolinę Loary z milionem
zamków, Le Mans z jego słynnym torem wyścigowym, Normandię z chwytającą za
serce plażą Omaha, bajkowym zamkiem Le Mont St. Michel i z powrotem Paryżem. Mnóstwo
wrażeń, mnóstwo zdjęć, oczy wielkie jak spodki i nerwowe drżenie rąk podczas
jazdy po stolicy Francji…… jednym słowem coś absolutnie niepowtarzalnego.
Wisienką na torcie był spacer wzdłuż Sekwany ostatniego dnia przed powrotem do
Polski, kiedy odkryłam rząd stoisk z używanymi książkami. Używając mojego
szczątkowego francuskiego udało mi się porozumieć z bardzo miłą panią, która
przeszukała pół stoiska zanim znalazła niepozorną i nieco podniszczoną
granatową książeczkę. Dzięki temu za oszałamiająca kwotę 4 euro stałam się
właścicielką kolejnego wydania francuskiego z tajemniczymi odręcznymi notatkami
zrobionymi zapewne przez jakiegoś ucznia. Ach, zapomniałabym napisać, że w
trakcie podróży w Le Mont St. Michel również zakupiłam jedną książeczkę, francuskie mini-wydanie z kilkoma
małoksięciowymi cytatami.
BYŁ SOBIE PEWNEGO RAZU MAŁY KSIĄŻĘ, KTÓRY ZAMIESZKIWAŁ PLANETĘ NIEWIELE WIĘKSZĄ OD NIEGO SAMEGO I KTÓRY BARDZO POTRZEBOWAŁ PRZYJACIÓŁ...

piątek, 28 września 2012
poniedziałek, 17 września 2012
Wydanie greckie
Tradycją stało się już, że wszystkich znajomych wyjeżdżających za
granicę w interesujące mnie regiony dręczę o przywiezienie „Małego Księcia” w
kolejnym lokalnym języku. Ofiarą takiego dręczenia po raz kolejny padł mój
znajomy S. (który już wcześniej przywiózł mi dwie książki) wybierający się w lipcu
2012r. w dłuższą podróż, tym razem do Grecji. Jakoś bardzo się nie bronił, więc
mam nadzieję, że to moje dręczenie nie doprowadziło go do zbyt wielkiej furii-
w każdym razie w efekcie jego greckich wojaży przybył mi do kolekcji piękny
egzemplarz w tymże języku.
piątek, 14 września 2012
Malienkij Princ- wydanie rosyjskie i Mały Książę- wydanie polskie
Z uwagi na długi wyjazd i pobyt głównie w jednym kraju mocno
ograniczyło się moje pole manewru odnośnie osobistego zakupu „Małego Księcia” gdzieś
w szerokim świecie. Dlatego w coraz większym stopniu zaczęłam posługiwać się
internetem aby na bieżąco wzbogacać kolekcję. W czerwcu 2012r. w taki właśnie
sposób „upolowałam” dwie kolejne książki, tym razem wydanie rosyjskie i wydanie
polskie.
wtorek, 11 września 2012
Wydanie z Armenii
W maju 2012 odkryłam
fantastyczną internetową księgarnię językową specjalizującą się w książkach obcojęzycznych.
Samych „małoksięciowych” mają w ofercie około 20, przy czym większość jest w
naprawdę nietypowych językach. Strasznie trudno było się zatem zdecydować,
którą wersję zakupić. W końcu wybór mój padł na wydanie z Armenii- muszę
przyznać, że zadecydował o tym przede wszystkim nietypowy alfabet używany w tym
kraju, którego litery bardzo tajemniczo wyglądają na okładce.
Swoją drogą zauważyłam jak
bardzo to hobby wpływa na rozwój mojej wiedzy o różnych językach i kulturach, o
których wcześniej nie miałam pojęcia, bo kiedy powiększam kolekcję o nowy
egzemplarz, zawsze staram się dowiedzieć czegoś o kraju, z którego dana książka
pochodzi. Nieustająco fascynuje mnie też, że choć teoretycznie treść książki i
rysunki Autora nie ulegają zmianie, to bardzo
często do wydań wprowadzane są elementy bardzo charakterystyczne dla danego
kraju- głównie okładka lub inne elementy grafiki nawiązują np. do strojów
ludowych.
sobota, 8 września 2012
The Little Princ- wydanie angielskie
Z kolejną książką w j. angielskim nie łączy się niestety żadna
tajemnicza historia, w maju 2012r. nabyłam ją po prostu przez portal
internetowy. Przy okazji postanowiłam zrobić mały remanent i ustalić, których
edycji mam najwięcej. Wyszło mi na to, że nadal dominują wydania serbskie, ale
tuż za nimi plasują się książki w j. rosyjskim i angielskim, a następnie
wydania polskie. I pomyśleć, że początkowo zamierzałam kupować tylko po jednym
egzemplarzu z danego kraju! Cieszę się, że nie trzymałam się tej zasady zbyt
długo, bo bogactwo edycji bywa wprost oszałamiające.
piątek, 7 września 2012
A kis herzeg- wydanie węgierskie
Kolejna książka przybyła do mnie z Węgier, a stało się to za sprawą
kolegi S., który w maju 2012 miał okazję przebywać w tym kraju. Było mi
szalenie miło, że przy naprawdę niemałym zamieszaniu związanym z jego wyjazdem
pamiętał o mojej kolekcji i przywiózł piękny kolorowy egzemplarz, który
natychmiast trafił na półkę mojej specjalnej „małoksięciowej” szafki.
Subskrybuj:
Posty (Atom)