W
listopadzie 2013 miałam okazję przeżyć niesamowitą mocno
zwariowaną podróż po gruzińskim regionie Kachetii słynącym z
winnic i monastyrów. Pora roku była może niezbyt idealna na taką
wyprawę, ale za to miałam wyśmienite towarzystwo austriackiego
przyjaciela H. I to właśnie on w klasztorze św. Nino w Botbe
wypatrzył dla mnie bardzo unikalne wydanie Małego Księcia
opatrzone sygnaturą monastyru. Książka była już nieco zakurzona
i przybrudzona, zatem najwyraźniej w Gruzji nie ma zbyt wielu
miłośników tej historii. Natychmiast czule się nią
zaopiekowałam, ciesząc się ogromnie, że będę mieć z tej
wyprawy taką szczególną pamiątkę.
BYŁ SOBIE PEWNEGO RAZU MAŁY KSIĄŻĘ, KTÓRY ZAMIESZKIWAŁ PLANETĘ NIEWIELE WIĘKSZĄ OD NIEGO SAMEGO I KTÓRY BARDZO POTRZEBOWAŁ PRZYJACIÓŁ...
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Gruzja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Gruzja. Pokaż wszystkie posty
czwartek, 24 kwietnia 2014
sobota, 1 lutego 2014
Malienkij Princ- dwa wydania rosyjskie i Patara Uplistuli- wydanie gruzińskie
Kolejne
trzy książki przybyły do mojej kolekcji w kwietniu 2013, kiedy to
znowu zawitałam na tbiliskim „Suchym Moście”. Okazja była
raczej smutna, mój dobry przyjaciel F. rozstawał się z Gruzją i
postanowił w ostatni weekend zaszaleć z przyjaciółmi w różnych
zakątkach stolicy. Targ staroci jak zwykle kusił wszelkiej maści
portretami Lenina i Stalina, gruzińską pseudo-ludowizną,
elementami wyposażenie wojskowego, obrazami, porcelaną i milionem
innych rzeczy. Kolega skusił się na ręcznie wykonany nóż, ja za
to buszowałam wśród stoisk z książkami i upolowałam kolejne
wydania dzieł Exupery'ego zawierające historię Małego Księcia-
dwa po rosyjsku i jedno po gruzińsku.
poniedziałek, 20 maja 2013
Patara printsi- wydanie gruzińskie
Podczas
kolejnego pobytu w Tbilisi w lutym 2013 po raz kolejny dla zabicia
czasu odwiedzałam wszystkie księgarnie i księgarenki. Jakież było
moje zdziwienie, gdy w jednej z nich napotkałam całkowicie nowe
wydanie Małego Księcia w języku gruzińskim! Najwyraźniej książka
otrzymała nie tylko nową szatę graficzną, ale i nowe tłumaczenie,
bo po raz pierwszy w tytule pojawiło się słowo „printsi”
(wcześniej było „uplistuli”). Oczywiście książkę od razu
nabyłam i dołączyłam do mojej kolekcji.
niedziela, 24 marca 2013
Patara uplistuli- wydanie gruzińskie
Pod koniec stycznia 2013 miałam ponownie okazję przebywać w Tbilisi. W
oczekiwaniu na wylot do Europy miałam kilka wolnych godzin, które postanowiłam
spędzić na spacerze po mieście i rozkoszowaniu się wyjątkowo słonecznym dniem.
Postanowiłam zajrzeć po drodze do antykwariatu, w którym już kiedyś kupiłam
wydanie rosyjskie. Pani najpierw stwierdziła, że nie ma nic dla mnie, ale po
namyśle postanowiła jednak poszukać i z jakiegoś dalekiego zakamarka wyciągnęła
cieniutką i mocno podniszczoną książeczkę po gruzińsku z 1991 roku. Wydanie
jest na bardzo cienkim papierze, ale okładka ma „coś” w sobie, więc książka
spodobała mi się od razu i zasiliła szeregi mojej kolekcji.
sobota, 8 grudnia 2012
The Little Prince- wydanie gruzińskie do nauki j angielskiego
W pierwszych dniach listopada 2012 miałam okazję przypuścić kolejny
atak na księgarnie w Tbilisi. Nie miałam zbyt wielkich nadziei, ale uznałam, że
zawsze jest szansa, zatem podczas wieczornego spaceru konsekwentnie zaglądałam
do każdego nawet miniaturowego zakątka z książkami. No i udało się, w jednej z
kolejnych księgarni sprzedający pan co prawda stwierdził, że po gruzińsku ani
rosyjsku niczego dla mnie nie ma, ale może zaproponować wydanie angielskie. Hm,
trochę mi mina zrzedła, bo pomyślałam, że raczej nie ma szansy, aby pokazał mi
książkę, której jeszcze nie mam. A tu proszę, niespodzianka- bardzo dziwne
wydanie formatu A4 wyglądające nieco jak ksero, bez żadnej stopki wydawniczej,
ale za to z objaśnieniami po gruzińsku. Domyśliłam się, że jest to wydanie
mające służyć Gruzinom do nauki języka angielskiego i już po chwili za jedyne 6
lari stałam się jego szczęśliwą posiadaczką. Na pewno będę szukać dalej, bo jak
się okazuje warto próbować nawet w miejscach, które na pierwszy rzut oka nie
obiecują sukcesu!
niedziela, 1 lipca 2012
Patara uplistuli- wydanie gruzińskie
W marcu 2012 po raz pierwszy miałam możliwość długiego, spokojnego
spaceru po Tbilisi i „oswojenia” dla siebie stolicy Gruzji. Z przyjemnością wystawiałam
twarz na wiosenne słońce i zwiedzałam klimatyczne uliczki starówki,
przyglądałam się ciekawemu stylowi zabudowy, zaglądałam w miejsca zarówno
prześliczne jak i ponure. I oczywiście przy okazji zaglądałam do wszystkich księgarni,
które znalazły się na mojej drodze. Okazało się, że „upolowanie” kolejnego
Małego Księcia nie jest sprawą prostą, bo w wielu miejscach tej książki w ogóle
nie było albo była tylko wersja już przez mnie posiadana. Dopiero w szóstej czy
siódmej księgarni pani poszperała między stosami innych książek i znalazła to, o
co mi chodziło. Dzięki temu cudny wiosenny dzień zyskał wspaniałe zakończenie,
a ja mogłam spokojnie udać się w kierunku Europy na zasłużony kilkudniowy urlop.
poniedziałek, 4 czerwca 2012
Le Petit Prince- wydanie gruzińskie do nauki j. francuskiego
W połowie marca 2012 w moje ręce
wpadła wręcz nieprawdopodobna perełka- książka wydania w Gruzji po francusku i
ewidentnie służąca do nauki języka francuskiego, bo opatrzona wyjaśnieniami
wielu słówek i konstrukcji gramatycznych po gruzińsku. Książkę wypatrzyłam na
lokalnym gruzińskim targowisku, będącym tak naprawdę jednym z ostatnich miejsc,
gdzie spodziewałabym się coś takiego znaleźć. W pierwszej chwili myślałam, że
jest to zwykłe wydanie francuskie, ale wydało mi się, że coś jest nie tak z
nazwiskiem autora, po czym nastąpiło olśnienie- no oczywiście, przecież tutaj
słowa zagraniczne pisze się w ich fonetycznym brzmieniu! Rozpoczęłam więc
pertraktacje ze sprzedawczynią i w łamanym rosyjsko-gruzińskim ustaliłam, iż
„nada papłatić sami lara”, czy trzy lari. Wysupłałam odpowiednią ilość monet i
książka stała się moją własnością. Jest wydana w bardzo prosty sposób i raczej
zniszczona, bo zapewne niejedno przeszła, ale i tak uważam ją za absolutne
cudo!
środa, 16 maja 2012
Wydanie gruzińsko/angielskie
Kolejnym wydaniem, jakie trafiło do moich rąk, była wersja gruzińsko-angielska.
Prosto z Genewy poleciałam bowiem do Gruzji. Już pierwszy dzień spędzony w
Tbilisi oszołomił mnie całkowicie, zupełnie obcy świat wdzierał się w mój umysł
z całą intensywnością. Usiłowałam pojąć mnóstwo rzeczy na raz- kompletnie obcy
alfabet, dzikie zasady ruchu ulicznego (jak się szybko zorientowałam gruziński
kodeks drogowy zaczyna się od stwierdzenia „większy ma zawsze rację”. I na tym
stwierdzeniu właściwie się kończy), dziwna i wyprana z kolorów zabudowa ulic.
Dodatkowo zmęczenie i silna infekcja gardła spowodowały, że czułam się z lekka
w nie swojej bajce. Mimo wszystko zamarzyło mi się wzbogacenie kolekcji, jednak
z uwagi na brak w okolicy księgarni szanse na to były dosyć nikłe. Na szczęście
podczas spaceru do banku natrafiłyśmy z koleżanką I. na ulicznego sprzedawcę
książek. Ja nie byłam się w stanie z nim dogadać (gruziński to inny poziom
abstrakcji, a na tamten moment mój rosyjski był jeszcze mocno zardzewiały),
więc I. zaoferowała się załatwić sprawę. W pierwszej chwili co prawda pan
stwierdził, iż „Małego Księcia” na stanie nie posiada, ale kiedy obiecałyśmy
wrócić za 20 minut zmienił zdanie i zaoferował, że książkę załatwi. I
rzeczywiście, po niecałej pół godzinie stałam się właścicielką bardzo
sympatycznego dwujęzycznego wydania.
niedziela, 13 maja 2012
Patara uplistuli- wydanie gruzińskie
Gruziński „Mały Książę” przybył do mnie w styczniu 2012r.….... z Bułgarii. Stało się to za sprawą mojej wspaniałej bułgarskiej koleżanki B., która miała okazję obserwować w Norwegii moją żywiołową reakcję na świeżo otrzymaną książkę w dialekcie wiedeńskim. Niezła mieszanka, prawda? B. pojechała na kilka dni służbowo do Tbilisi i udało jej się znaleźć dla mnie wydanie gruzińskie. Książka jest absolutnie niesamowita, bo graficznie mieszają się w niej dwie wersje- oryginalna i gruzińska. W tekście zachowane są wszystkie ilustracje autora, ale poza tym ma kilkanaście kolorowych stron, na których niektóre sceny z książki narysowane są ponownie, tym razem z kolorytem lokalnym. No a dodatkowo fascynujący jest gruziński alfabet, kompletnie niepodobny do tego, co wcześniej znałam.
Subskrybuj:
Posty (Atom)





