Pokazywanie postów oznaczonych etykietą francuski. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą francuski. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 6 lutego 2014

Le Petit Prince- wydanie francuskie

Po wielu miesiącach nieobecności w genewskiej księgarni Payot, w maju 2013 postanowiłam sprawdzić, czy przypadkiem na jej półkach nie pojawiło się coś dla mnie. I proszę, jakbym zgadła, bo okazało się, że od czasu mojej ostatniej wizyty wyszła bardzo ładna edycja jubileuszowa w języku francuskim! Oczywiście natychmiast ją nabyłam i postanowiłam, że za kilka miesięcy znowu postaram się zajrzeć do tego miejsca, bo jak widać warto.


wtorek, 21 maja 2013

Der kleine Prinz- wydanie niemieckie i Le Petit Prince- wydanie francuskie

W lutym 2013 za pomocą portali aukcyjnych stałam się szczęśliwą właścicielką kolejnych dwóch wydań „Małego Księcia”, tym razem w języku niemieckim i francuskim. Szczególnie ta druga książka jest zdecydowanie „po przejściach”, więc na pewno będą mieć lepiej w mojej magicznej szafce poświęconej wyłącznie na  coraz bardziej rozrastającą się kolekcję.



środa, 19 grudnia 2012

Malienkij Princ- trzy wydania rosyjskie i Le Petit Prince- wydanie rosyjskie do nauki j. francuskiego

W połowie listopada 2012 trafiłam służbowo na konferencję do Ałma-Aty w Kazachstanie. Było to niesamowite doświadczenie, bo pierwszy raz trafiłam do kraju typowo azjatyckiego z ulicami pełnymi ludzi o „skośnym” typie urody. Ciekawe było również połącznie postsowieckiej architektury z nowoczesnymi budynkami ze szkła i metalu. Jedynym minusem był śnieg i mróz, ale oczywiście nie przeszkodziło mi to w eksplorowaniu miasta pod kątem księgarni. Najpierw w okolicy miejsca, gdzie odbywała się konferencja, natrafiłam na malutki sklepik z przemiłą panią sprzedającą, która ze stosu poukładanych wszędzie książek wyłowiła piękne wydanie po rosyjsku. Książka ma bardzo oryginalne ilustracje i ogromnie mi się spodobała, więc wysupłałam potrzebną ilość kazachskich tengi (do tej pory nie jestem w stanie ich przeliczyć na jakąś rozsądną walutę) i mogłam się już cieszyć nowym nabytkiem.


Drugiego dnia konferencji postanowiłam odbyć mała przejażdżkę po mieście, aby zobaczyć przynajmniej troszkę więcej niż salę konferencyjną i restaurację, w końcu jak często człowiek ma okazję przebywać w Ałma-Acie? Kierowca taksówki był mocno zdziwiony, gdy do standardowego planu objazdu kilku głównych atrakcji miasta dołączyłam prośbę o porządną księgarnię. Spisał się jednak na medal i dzięki temu trafiłam do książkowego raju- sklepu „Kniżnyj Gorad”, czyli „książkowe miasto”. Sklep był gigantyczny, kilkupoziomowy i przez chwile zwątpiłam, czy cokolwiek w nim znajdę. Na szczęście przy wejściu pracowały przemiłe panie, które na podstawie nazwiska autora znalazły w komputerze dokładną lokalizację wszystkich jego książek. Widząc, że jestem „innostrańcem” zaopiekowały się mną jeszcze milej, bo posadziły mnie na sofie i kazały poczekać, a jedna z nich poszła wyszukać interesujące mnie pozycje. W lekkie osłupienie wprawił mnie jej widok po powrocie, gdyż dźwigała kilka różnych wydań Małego Księcia, a naprawdę na aż tyle nie liczyłam. Po odrzuceniu tych, które już w swojej kolekcji mam, zdecydowałam się na trzy wydania rosyjskie oraz rosyjską książkę służącą do nauki j. francuskiego. Niestety, wydań z Kazachstanu nie mieli, ale i tak byłam przeszczęśliwa. Trochę się tylko obawiałam, że moja mała walizka nie wytrzyma takiego obciążenia, ale jakoś wszystko upchnęłam i dowiozłam do Polski. 



piątek, 28 września 2012

Le Petit Prince- dwa wydania francuskie

W lipcu 2012r. przeżyłam absolutnie szalone (jak na moje standardy) wakacje we Francji będące swoistą nagrodą za trudy związane z wielomiesięcznym życiem na skraju cywilizacji. Szaleństwo polegało na wynajęciu samochodu i przemierzeniu 1200km francuskich dróg, od Paryża poprzez Dolinę Loary z milionem zamków, Le Mans z jego słynnym torem wyścigowym, Normandię z chwytającą za serce plażą Omaha, bajkowym zamkiem Le Mont St. Michel i z powrotem Paryżem. Mnóstwo wrażeń, mnóstwo zdjęć, oczy wielkie jak spodki i nerwowe drżenie rąk podczas jazdy po stolicy Francji…… jednym słowem coś absolutnie niepowtarzalnego. Wisienką na torcie był spacer wzdłuż Sekwany ostatniego dnia przed powrotem do Polski, kiedy odkryłam rząd stoisk z używanymi książkami. Używając mojego szczątkowego francuskiego udało mi się porozumieć z bardzo miłą panią, która przeszukała pół stoiska zanim znalazła niepozorną i nieco podniszczoną granatową książeczkę. Dzięki temu za oszałamiająca kwotę 4 euro stałam się właścicielką kolejnego wydania francuskiego z tajemniczymi odręcznymi notatkami zrobionymi zapewne przez jakiegoś ucznia. Ach, zapomniałabym napisać, że w trakcie podróży w Le Mont St. Michel również zakupiłam jedną książeczkę,  francuskie mini-wydanie z kilkoma małoksięciowymi cytatami. 




poniedziałek, 4 czerwca 2012

Le Petit Prince- wydanie gruzińskie do nauki j. francuskiego

W połowie marca 2012 w moje ręce wpadła wręcz nieprawdopodobna perełka- książka wydania w Gruzji po francusku i ewidentnie służąca do nauki języka francuskiego, bo opatrzona wyjaśnieniami wielu słówek i konstrukcji gramatycznych po gruzińsku. Książkę wypatrzyłam na lokalnym gruzińskim targowisku, będącym tak naprawdę jednym z ostatnich miejsc, gdzie spodziewałabym się coś takiego znaleźć. W pierwszej chwili myślałam, że jest to zwykłe wydanie francuskie, ale wydało mi się, że coś jest nie tak z nazwiskiem autora, po czym nastąpiło olśnienie- no oczywiście, przecież tutaj słowa zagraniczne pisze się w ich fonetycznym brzmieniu! Rozpoczęłam więc pertraktacje ze sprzedawczynią i w łamanym rosyjsko-gruzińskim ustaliłam, iż „nada papłatić sami lara”, czy trzy lari. Wysupłałam odpowiednią ilość monet i książka stała się moją własnością. Jest wydana w bardzo prosty sposób i raczej zniszczona, bo zapewne niejedno przeszła, ale i tak uważam ją za absolutne cudo!


piątek, 11 maja 2012

Le Petit Prince i Le Petit Prince- La planète de l’Astronome- wydania francuskie

W związku z niepohamowanym pędem do powiększania kolekcji znakiem firmowym wielu moich podróży staje się poranny jogging po obcych miastach, którego metą jest księgarnia. Tak właśnie było podczas mojego listopadowego wyjazdu do Brukseli. Plan pobytu miałam jak zwykle strasznie napięty, w dodatku ogromnie się stresowałam koniecznością wygłoszenia prezentacji przed bardzo wymagającą grupą międzynarodowych ekspertów, więc dopiero ostatniego poranka, gdy emocje opadły, mogłam zająć się polowaniem na książki. W czasie poprzedniego pobytu w Brukseli wytropiłam już księgarnię, więc cel porannego biegu był jasno określony, musiałam jednak ściśle trzymać się ram czasowych, bo jak wiadomo samolot raczej nie zaczeka… Wystartowałam zatem z hotelu jeszcze po ciemku, dotarłam pod księgarnię mocno zziajana i spocona, prawie biegiem ruszyłam między półki… i tu jak zwykle o mało nie nastąpiła katastrofa, bo ogromnie ciężko było się zdecydować, które wydanie zakupić. Rozsądek zwyciężył i z żalem odłożyłam dwa przepiękne ale absurdalnie drogie wydania, decydując się na wersję dużo skromniejszą. W ramach pocieszenia dorzuciłam jeszcze „wariację na temat”, czyli książeczkę stylizowaną na oryginalnego „Małego Księcia”, jedną z cyklu opisującego jego przygody na różnych planetach (na których w oryginale niekoniecznie był). Nie jestem fanką takich wydawnictw, ale jedno jako ciekawostkę warto mieć. Po dokonaniu zakupów znowu zaczęłam poruszać się galopem i dzięki temu zgodnie z planem zdążyłam na autobus jadący na lotnisko. 


środa, 2 maja 2012

Le Petit Prince- wydanie francuskie

Podczas tego samego pobytu w Brukseli w maju 2011r. powiększyłam kolekcję o kolejną perełkę- francuskojęzyczne wydanie „carrousel”, czyli „karuzela”. Książka jest tak skonstruowana, że można ją rozłożyć, związać ze sobą tylną i przednią okładkę i uzyskać w ten sposób coś w rodzaju lampionu z trójwymiarowymi obrazkami. Cudo! Zakup tej książki zmęczył mnie okrutnie, bo przemierzyłam na pieszo co najmniej dwukrotnie w tę i z powrotem całą okolicę Grand Place, usiłując odnaleźć księgarnię „wygooglowaną” w internecie. Oczywiście jak już ją odnalazłam, to okazało się, że miałam ją przez cały czas prawie pod samym nosem, tyle, że była dość niepozorna na tle innych sklepów i wejście nie rzucało się w oczy.


W brukselskich księgarniach wypatrzyłam też kilka innych wersji Małego Księcia- i to zarówno po francusku, jak i po niderlandzku, jednak jak już wspomniałam jest to drogie miasto i na szaleństwa porównywalne z belgradzkimi nie bardzo mogłam sobie pozwolić. Z bólem serca musiałam pozostawić na półkach kilka naprawdę pięknych okazów, ale pocieszam się, że wszystko wskazuje na to, iż jeszcze co najmniej kilka razy zawitam w Brukseli, więc mogę za każdym razem kupować jedno wydanie (a przy okazji będę miała gdzie się podziać zamiast siedzieć smętnie na lotnisku!).

piątek, 20 kwietnia 2012

Le Petit Prince- wydanie francuskie

Jako dziecko miałam gdzieś upchnięte w szafce z książkami wydanie polskie. Byłam strasznym molem książkowym, więc i tę książkę przeczytałam, jednak o wiele za wcześnie, aby zrozumieć jej znaczenie. Kompletnie mi się nie podobała, a w dodatku smutno się kończyła. Więc przez wiele lat kurzyła się na półce w tylnym rzędzie razem z innymi niezbyt lubianymi książkami.


Dopiero kiedy byłam na pierwszym roku studiów, „Mały Książę” do mnie powrócił. Stało się to na lektoracie j. francuskiego. Mieliśmy za zadanie przetłumaczyć długaśny fragment tej książki, ten o rysunku słonia zjedzonego przez węża. Francuski w tamtym czasie szedł mi jak po grudzie, więc sprytnie wymyśliłam, że znajdę polską wersję i będę mieć pół problemu z głowy. I faktycznie, znalazłam swoją polską książeczkę, a jak już zaczęłam ją czytać, to pochłonęłam całą. A potem przeczytałam jeszcze raz. I niesamowicie mnie zafascynowała. Wzruszyła mnie historia z lisem, zadumała opowieść o królu i szczurze, rozbawiła trafność stwierdzenia o wodzie w tabletkach i o sklepach z przyjaciółmi.
O swojej fascynacji napisałam mojej francuskiej koleżance, którą poznałam kilka lat wcześniej podczas wymiany szkolnej. Jakiś czas później dostałam przesyłkę ze Strasburga, a w niej francuskie wydanie Małego Księcia, a do tego jeszcze kalendarz i plakat. To była ogromna radość!!! Plakat wisiał nad moim łóżkiem przez całe studia (a niedawno odnalazłam go i zamierzam powiesić w naszym nowym domu!).