sobota, 9 marca 2013

The Little Prinz- wydanie angielskie

Kolejna książeczka przybyła do mojej kolekcji w lutym 2013 i była drugim po pieczątce z ExLibrisem prezentem urodzinowym od mojego Męża. Czyż nie przemiły gest?



piątek, 15 lutego 2013

Niespodzianka!!!!

A oto przepiękna niespodzianka- prezent urodzinowy od mojego Męża- cudny ExLibris do stemplowania moich małoksięciowych nabytków! Dziękuję!!!!!


środa, 30 stycznia 2013

Mazais princis- wydanie łotewskie

Metodę delikatnego nagabywania znajomych zastosowałam ponownie, tym razem w celu uzyskania wersji łotewskiej. Jeden z moich znajomych M. wybierał się na świąteczny urlop do Rygi, więc poprosiłam go o wizytę w księgarni. Ku mojemu zdziwieniu nie dosyć, że nie protestował, to odniósł się do pomysłu wręcz entuzjastycznie i dzięki temu w styczniu 2013 stałam się szczęśliwą posiadaczką książki „Mazais princis”. 


wtorek, 22 stycznia 2013

Den Lille Prins- wydanie duńskie

W związku z utknięciem na dłuższy czas w Gruzji i chwilowym brakiem perspektyw podróżniczych postanowiłam powrócić do starego sprawdzonego sposobu rozszerzania kolekcji, czyli zacząć intensywniej korzystać z możliwości obracania się w międzynarodowym środowisku i podręczyć kilku znajomych. Uznałam, że niczego więcej niż odmowy nie ryzykuję i ogólnie rzecz biorąc przyjęta strategia sprawdziła się. Na pierwszy ogień poszedł pewien duński znajomy J., który właśnie wybierał się na kilka dni do domu. Nieco nieśmiało poprosiłam go o jakąś skromną duńską wersję, a on ku mojej radości nie odmówił. Mało tego, wyszperał eleganckie wydanie z całkiem nietypową okładką.


czwartek, 17 stycznia 2013

Iċ-Ċkejken Prinċep- wydanie maltańskie

Maltańskie wydanie „Małego Księcia” zawdzięczam wspaniałemu koledze J., którego poznałam podczas pobytu w Gruzji. Tenże J. pochodzi z Malty i jest jej niesamowitym entuzjastą, więc podczas naszej krótkiej znajomości dowiedziałam się o tym kraju więcej, niż kiedykolwiek wcześniej (bo choć Malta jest jednym z krajów Unii Europejskiej to tak z ręką na sercu kto z nas jest w stanie choćby pokazać ją na mapie?). Ponieważ J. kończył już swój pobyt w Gruzji, poprosiłam go aby po powrocie do swojego kraju znalazł dla mnie egzemplarz „Małego Księcia” i wysłał mi go na mój polski adres. Niby proste, a jednak przesyłka z książką krążyła po Europie kilka tygodni i w końcu wróciła do nadawcy. J. jednak nie poddał się i w grudniu 2012  przez naszych wspólnych znajomych przesłał mi książkę do Gruzji. Jak widać już po tytule język maltański do prostych nie należy (to coś jakby mieszanka włoskiego, portugalskiego, arabskiego i angielskiego), więc zbyt wiele poczytać mi się nie udało, ale tym bardziej cenię sobie ten egzemplarz w mojej kolekcji!



poniedziałek, 14 stycznia 2013

Mały książę- wydanie polskie

Każdy, kto przeczytał historię „Małego Księcia” wie, że kluczowy jest jej początek opowiadający o tym, jak autor w dzieciństwie  stworzył rysunek słonia pożartego przez anakondę, a później przy jego pomocy testował dorosłych. Nie mniej ważne są późniejsze rysunki baranka tworzone na pustyni dla Małego Księcia. Dlatego kolejne polskie wydanie książki, które trafiło w moje ręce w listopadzie 2012, stanowi swoiste kuriozum. Nie ma w nim bowiem żadnych ilustracji!!! Nie wiem, kto wpadł na taki „genialny” pomysł, ale najwyraźniej ten ktoś nigdy nie czytał książki, bo na pewno zrozumiałby absurdalność takiej decyzji. Żeby było zabawniej, książka wydana została w cyklu „Lektury szkolne”- oj biedne dzieci, które z niej korzystały! 


czwartek, 10 stycznia 2013

Der kleine Prinz- wydanie niemieckie

Po obfitych żniwach zebranych bezpośrednio w księgarniach, które jak dla mnie są najprzyjemniejszym sposobem powiększania kolekcji, przyszła pora na powrót do starej sprawdzonej metody zakupów internetowych. I w taki właśnie sposób pod koniec listopada 2012 stałam się właścicielką kolejnego wydania w języku niemieckim.


środa, 19 grudnia 2012

Malienkij Princ- trzy wydania rosyjskie i Le Petit Prince- wydanie rosyjskie do nauki j. francuskiego

W połowie listopada 2012 trafiłam służbowo na konferencję do Ałma-Aty w Kazachstanie. Było to niesamowite doświadczenie, bo pierwszy raz trafiłam do kraju typowo azjatyckiego z ulicami pełnymi ludzi o „skośnym” typie urody. Ciekawe było również połącznie postsowieckiej architektury z nowoczesnymi budynkami ze szkła i metalu. Jedynym minusem był śnieg i mróz, ale oczywiście nie przeszkodziło mi to w eksplorowaniu miasta pod kątem księgarni. Najpierw w okolicy miejsca, gdzie odbywała się konferencja, natrafiłam na malutki sklepik z przemiłą panią sprzedającą, która ze stosu poukładanych wszędzie książek wyłowiła piękne wydanie po rosyjsku. Książka ma bardzo oryginalne ilustracje i ogromnie mi się spodobała, więc wysupłałam potrzebną ilość kazachskich tengi (do tej pory nie jestem w stanie ich przeliczyć na jakąś rozsądną walutę) i mogłam się już cieszyć nowym nabytkiem.


Drugiego dnia konferencji postanowiłam odbyć mała przejażdżkę po mieście, aby zobaczyć przynajmniej troszkę więcej niż salę konferencyjną i restaurację, w końcu jak często człowiek ma okazję przebywać w Ałma-Acie? Kierowca taksówki był mocno zdziwiony, gdy do standardowego planu objazdu kilku głównych atrakcji miasta dołączyłam prośbę o porządną księgarnię. Spisał się jednak na medal i dzięki temu trafiłam do książkowego raju- sklepu „Kniżnyj Gorad”, czyli „książkowe miasto”. Sklep był gigantyczny, kilkupoziomowy i przez chwile zwątpiłam, czy cokolwiek w nim znajdę. Na szczęście przy wejściu pracowały przemiłe panie, które na podstawie nazwiska autora znalazły w komputerze dokładną lokalizację wszystkich jego książek. Widząc, że jestem „innostrańcem” zaopiekowały się mną jeszcze milej, bo posadziły mnie na sofie i kazały poczekać, a jedna z nich poszła wyszukać interesujące mnie pozycje. W lekkie osłupienie wprawił mnie jej widok po powrocie, gdyż dźwigała kilka różnych wydań Małego Księcia, a naprawdę na aż tyle nie liczyłam. Po odrzuceniu tych, które już w swojej kolekcji mam, zdecydowałam się na trzy wydania rosyjskie oraz rosyjską książkę służącą do nauki j. francuskiego. Niestety, wydań z Kazachstanu nie mieli, ale i tak byłam przeszczęśliwa. Trochę się tylko obawiałam, że moja mała walizka nie wytrzyma takiego obciążenia, ale jakoś wszystko upchnęłam i dowiozłam do Polski. 



sobota, 8 grudnia 2012

The Little Prince- wydanie gruzińskie do nauki j angielskiego

W pierwszych dniach listopada 2012 miałam okazję przypuścić kolejny atak na księgarnie w Tbilisi. Nie miałam zbyt wielkich nadziei, ale uznałam, że zawsze jest szansa, zatem podczas wieczornego spaceru konsekwentnie zaglądałam do każdego nawet miniaturowego zakątka z książkami. No i udało się, w jednej z kolejnych księgarni sprzedający pan co prawda stwierdził, że po gruzińsku ani rosyjsku niczego dla mnie nie ma, ale może zaproponować wydanie angielskie. Hm, trochę mi mina zrzedła, bo pomyślałam, że raczej nie ma szansy, aby pokazał mi książkę, której jeszcze nie mam. A tu proszę, niespodzianka- bardzo dziwne wydanie formatu A4 wyglądające nieco jak ksero, bez żadnej stopki wydawniczej, ale za to z objaśnieniami po gruzińsku. Domyśliłam się, że jest to wydanie mające służyć Gruzinom do nauki języka angielskiego i już po chwili za jedyne 6 lari stałam się jego szczęśliwą posiadaczką. Na pewno będę szukać dalej, bo jak się okazuje warto próbować nawet w miejscach, które na pierwszy rzut oka nie obiecują sukcesu!



niedziela, 2 grudnia 2012

Mały Książę- dwa wydania polskie

W październiku 2012 za sprawą portalu aukcyjnego stałam się właścicielką kolejnych dwóch polskich wydań „Małego Księcia”. Pierwsze z nich jest dosyć popularne i nie odbiega grafiką od standardowych wydań, natomiast drugie zachwyciło mnie swoją odmiennością i oryginalnością naprawdę pięknych ilustracji. Rzadko się zdarza, aby grafik potrafił oddać intencje Autora równie dobrze, co on sam (wystarczy popatrzeć na ohydne kubistyczne wydanie macedońskie!), ale w tym przypadku efekt jest całkiem udany.